Subiektywna opowieść o zawodach wędkarskich pisana ręką nie wędkarską, czyli słów kilka o tym wydarzeniu „okiem” obserwatora i organizatora.

30 lipca 2021 r. Prawie połowa wakacji. Środek naszego polskiego okresu wypoczynkowego, a więc czas na leniuchowanie, dłuższe wylegiwanie się w łóżku, późną kawę i przedpołudniowe kilka minut przed telewizorem.

A tymczasem 36 zawodników, którzy zapisali się na Zawody Wędkarskie o Puchar Łowiska Kuter Port, Edycja letnia 2021, byli na miejscu w komplecie już o godz. 6:00. I można prowadzić akademickie dysputy nt. emocji i pasji związanej z tym hobby, przytaczając chociażby powiedzenie „emocje jak na rybach”, to jednak coś w tym jest, że 36 mężczyzn rezygnuje z leniuchowania i o brzasku stawia się na starcie całodniowych zawodów. Gdzieś zatem tkwi tu jakiś haczyk.

Na początek odprawa, omówienie zasad, lista obecności, chwila dyskusji, a dla każdego z zawodników kubek gorącej kawy i świeżutka drożdżówka.

Losowanie stanowisk. Są pierwsze emocje. W dali, spod stanowiska krytego strzechą przed Restauracją Kuter Port, gdzie odbywa się odprawa, widać spokojne i budzące się powoli do życia kilkunastohektarowe Łowisko Ogólnodostępne. Od samego początku dnia, od pierwszych chwil, słońce informuje wszystkich, że będzie się przyglądać zawodnikom przez cały dzień i sporo go będzie nad głowami. Zawodnicy po kolei wyciągają numery swoich stanowisk i przyglądają się „mapce” z naniesionymi lokalizacjami.

Tym razem na wędkarzy czekają trzy sektory i 36 stanowisk. To nowość w stosunku do zeszłorocznych konkursów, kiedy w zawodach uczestniczyło nawet 50 wędkarzy. Po przemyśleniu całej formuły wydarzenia doszliśmy do wniosku, że stawiamy na większy komfort i mniejszą liczbę uczestników.

Od samego początku są z nami „Ryby mają głos” i „Pan Ryba”, którzy pomagają nam w przeprowadzeniu projektu, i to właśnie Tomek z „Ryby mają głos” zaprasza na start.

36 uczestników zawodów udaje się po swój sprzęt i na wylosowane stanowiska. Od 7:30 będą łowić, a wcześniej muszą się jak najlepiej przygotować.

I tu po raz pierwszy można zweryfikować swoje ogólne poglądy nt. wędkarskiej sztuki. Patrząc na wielość możliwości, opcji i wersji akcesoriów, sprzętu, zanęt i przynęt, można się przekonać, iż w tej pasji jest multum opcji i technik. Zachowane w pamięci z dzieciństwa dżdżownice nabijane na za duże haczyki i wrzucane do rzeki z mostu na wędkach często bez kołowrotków, runęły jak domek z kart i zostaną już tylko wspaniałym wspomnieniem zabaw wakacyjnych z młodych lat.

Od 7:00 dozwolone jest punktowe zanęcanie. I jak się okazało w późniejszych rozmowach z uczestnikami, często lekceważona czynność może być kluczowa dla późniejszej ilości ryb w danym obszarze łowienia. Znowu znaczenie ma wybór zanęty oraz miejsce i sposób jej rozrzucenia.

Potem już łowienie. I, co ciekawe, z obserwacji jednych zawodów w tym samym czasie można wysnuć wiele, często całkowicie różnych obserwacji oraz ciekawych wniosków.

Wędkarze z sektora nr 1 trafili na obszar „pustynno-krzaczasty”, gdzie operowali albo w pełnym słońcu, albo w nielicznych zaroślach, dających skromną ilość cienia. Ci zawodnicy czasami zerkali na przeciwległy nr sektor 3, gdzie kolejnych 12 zawodników rozlokowało się na w pełni zacienionych stanowiskach pod koronami drzew. Z kolei sektor nr 2 również stanowił wersję dla osób lubiących słońce i gorące klimaty.

Dla wszystkich pewną niewiadomą był sektor nr 3, który na co dzień nie jest udostępniany wędkarzom. Dla jednych było to ryzyko związane z nowym i nieznanym obszarem, dla innych szansa na łowy w dziewiczych obszarach.

Siedzą, patrzą, cisza, spokój, nic się nie dzieje, siedzą… kura, kaczka, koń, droga na Ostrołękę…  Tymczasem nic z tych rzeczy. Już pierwsze minuty pokazały, że na Łowisku Kuter Port ryb nie brakuje. Działo się, działo i było to widać gołym okiem. Pojawiły się nawet głosy, że zasada łowienia na dwie wędki przy tak aktywnym braniu będzie wymagała skorygowania, bo „ciężko wędki ogarnąć”. Ale z drugiej strony patrząc, to w końcu zawody i trzeba sobie radzić.

Na potwierdzenie tego stanu rzeczy niech będzie informacja, że na pierwsze ważenie ryby w siatkach zgłosiło 100% wędkarzy ze wszystkich 36 stanowisk. Był to bardzo intensywny etap zawodów i wymagał od zawodników sprawności i szybkości w podejmowaniu działania, bo „zrywki” przy takim tempie to częsta sytuacja, a niestety, każda zrywka to strata kilogramów w końcowym wyniku.

Na pierwszym ważeniu, sektorami ujmując, uzyskano następujące wyniki:

  • sektor nr 1 – 125,03 kg;
  • sektor nr 2 – 193, 34 kg;
  • sektor nr 3 – 114,17 kg.

Łącznie złowiono 432,54 kg ryb, co daje 12 kg na każdego z uczestników.

Z czasem warunki na Łowisku zmieniły się i wraz ze wzrastającą temperaturą oraz powiększającą się liczbą gości na Plaży w Kuter Porcie, ryby ewidentnie „zmądrzały” i brania stały się rzadsze. I tu kolejne zaskoczenie dla obserwatora-amatora. Niby ten sam dzień, niby te same zawody, a jednak zupełnie inne warunki wymuszały na zawodnikach zmianę strategii, zanęcania i pomysłu na końcowy wynik. Porównanie być może za daleko idące, ale od zawodników wymagało się reakcji podobnej do tych, jakie podejmują zespoły formuły 1, kiedy pojawia się na torze deszcz i trzeba podjąć decyzję o tym, kiedy i czy zmieniać opony.

Jak się okazało w końcowym rozrachunku, to właśnie mniej więcej w godz. 10:00 – 11:00, kiedy spadła początkowa bardzo duża liczba wyciąganych ryb, zaczęły ważyć się losy zawodów.

Całość zawodów obsługiwały, w zasadzie non stop, dwie ekipy ważące ryby. Z niewielkimi przerwami obchodząc cały teren Kuter Portu, od Restauracji przez Łowisko Strefowe, obok Domków i Kempingu poprzez Plażę, starali się na bieżąco doglądać wędkarzy.

I to na podstawie ich notatek i zapisów można dodać, że o ile przy pierwszym ważeniu zgłosiło rybę 36 na 36 wędkarzy, o tyle przy trzecim ważeniu było to już 22 na 36, a przy ważeniu rozpisanym jako piąte – już tylko 10 na 36.

Aby zadbać o zawodników skupionych na swoim zadaniu, w międzyczasie bezpośrednio do ich stanowisk dotarła ponownie kawa i coś słodkiego na ząb. A także ważna informacja, iż zgodnie z zapowiedziami sprzed zawodów, do pieca trafiły już dwa barany, specjalnie przygotowane na spotkanie bezpośrednio po zawodach.

Tymczasem sytuacja na Łowisku stała się jeszcze ciekawsza, gdyż ogólna zmiana liczby wyławianych ryb, jak by się wydawać mogło, przełożyć się powinna na równomierny spadek wyników u wszystkich zawodników. A tu lekkie zaskoczenie i chyba moment, w którym rozstrzygało się zwycięstwo, a na pewno walka o końcowy wynik. Obserwując wszystkich zawodników, można było gołym okiem zauważyć, iż siedząc obok siebie dwaj wędkarze, mogli znajdować się w zgoła odmiennej sytuacji. Jeden z nich od dłuższej chwili czekał na rybę i mijały długie minuty pomiędzy braniami, a sąsiad dosłownie ze stanowiska obok zwijał się jak w ukropie. Niby ta sama sytuacja, ten sam akwen, ten sam sektor, a jednak różnica widoczna gołym okiem.

I kolejny przykład potwierdzający, jak duże znaczenie ma pomysł, dobór zanęty i strategia na zawody. To właśnie podczas piątego ważenia, które odbyło się w czasie mniejszej aktywności ogólnej na Łowisku, późniejszy zwycięzca – Marcin Kubalak – miał największe jednorazowe ważnie w tym dniu 34,68 kg.

I tak, do godz. 15:00, trwała bezpośrednia rywalizacja między zawodnikami. Ramię w ramię, stanowisko w stanowisko zasiedli przedstawiciele zespołów i teamów oraz stali bywalcy odwiedzający nasze Łowisko. Pomiędzy nimi również osoby, które w naszych zawodach brały udział po raz pierwszy. Dla organizatora to bardzo dobra informacja, że pośród 36 wędkarzy znalazło się miejsce dla różnych osób, które zdecydowały się na poświęcenie dnia we wspólnym gronie pasjonatów.

Równo o godz.15:00 zabrzmiała syrena obwieszczająca, że czas złożyć wędki w tej ponad 7-godzinnej walce z rybami.

Po tym sygnale każdy miał czas na zebranie sprzętu i opuszczenie stanowiska. W tym czasie ekipa z Łowiska Kuter Port, wspierana dzielnie przez team „Ryby mają głos”, pod czujnym okiem przyglądającego się z kamerą Jarka („Pan Ryba”), kończyła ważenie i przygotowała listę finalną.

Koniec zawodów to spotkanie wszystkich pod krytymi strzechą wiatami na Plaży Kuter Port, gdzie wszyscy mogli zasiąść już rozluźnieni, a wśród opowieści i dyskusji uraczyć się zimnym piwem lub innymi napojami bez procentów. A na tych, którym apetyt zaostrzyły zawody, czekały specjalnie przygotowane długo pieczone w piecu barany, za przygotowanie których odpowiedzialni byli kucharze z Restauracji Kuter Port. I chyba nie znajdzie się taki, który powie, że mi nie smakowało.

Rozdanie nagród, zdjęcia, kolejność na podium, porcja uśmiechów i braw – to już opisywaliśmy w oficjalnych informacjach podsumowujących zawody. Więc, aby nie powtarzać treści i kończąc ów mini felieton, na koniec chcemy powiedzieć, że tak właśnie chcielibyśmy przeprowadzać kolejne zawody w Kuter Porcie. Stawiamy na jak najlepszą organizację i chociaż jeszcze nie wszystko nam wychodzi, to próbujemy z każdą edycją poprawić mankamenty. Chcemy do samego stricte wędkarskiego aspektu zawodów wprowadzić również inne działania, które mają dodać tej rywalizacji jakości. Baran z pieca, kawa na start, dobrze przygotowane stanowiska, dwie ekipy do ważenia, schludne identyfikatory dla uczestników i nagrody dla najlepszych to tylko kilka z elementów, na które stawiamy w czasie przygotowania i realizacji zawodów.

Czy to daje efekty? Czy wędkarskie zawody w Kuter Porcie, letnia edycja 2021 były udane? Czy uczestnicy mają dobre wrażenia i wspomnienia? O tym można dowiedzieć się od nich samych.

Z naszej strony niech za komentarz posłuży informacja, iż przy zmniejszeniu liczby uczestników do 36 w czasie tych minionych zawodów ustanowiony został nowy rekord Łowiska Kuter Port – 1630,67 kg zważonej ryby!

Zwyciężył każdy uczestnik tej edycji, gdyż bez jego kilogramów nie byłoby tego rekordowego wyniku!

Wszystkim dziękujemy za udział i zapraszamy ponownie!

Wyniki zawodów dostępne są TUTAJ, a poniżej galeria zdjęć.